czwartek, 21 sierpnia 2014

Woooow..

    Kupiłam Simbie nową smycz. A właściwie linkę. Ma ona 10 m, podwójna, niebieska, pleciona, ale mocna.
    Tak, oczywiście, początek epicki, ale nie mogłam się powstrzymać. Cóż, czyli już wiecie co się stało w tej przerwie, między innymi. Oczywiście była też wycieczka, ale o niej notka dopiero będzie, bo jest strasznie długa i dalej tego nie dokończyłam... owo. No i wakacje, oczywiście. Oy, dużo tego jak na te parę miesięcy mojego błogiego lenistwa i nawet nie włączania tego bloga. Czasem zerkałam z ciekawości, ale nikt nic nie napisał, ale mnie to już nie dziwi. Cieszą mnie chociaż odwiedziny, które czasem się zwiększają. Ale ja nie narzekam, piszę dla siebie, a wy możecie to przeczytać.
    Jak myślę o tym, że kiedyś pisałam prawie codziennie, to mam ochotę znów pisać tak często, co... może uda mi się wprowadzić w życie. Postaram się codziennie coś tu pisać, a po paru dniach opublikować. Albo co jakieś 5-10 dni coś naskrobać, żeby coś było. Patrząc na tą długą przerwę od maja do teraz mam ochotę napisać coś długiego, ale nie wiem co to by mogło być. Nie mam też żadnych zdjęć, które mogłyby się przydać do napisania czegokolwiek, ale ... Cóż. Dam radę! A dzisiaj wieczorem może przerzucę jakieś fotki. To co, ja zacznę pisać, zobaczymy jak to wyjdzie.
    Co do tej linki... Byłyśmy z mamą jakoś na początku tego miesiąca na rynku. Wracając wstąpiłyśmy do zoologa po karmę dla ryb i psa. I ja dorwałam tą linkę. Mama nie była zbyt zachwycona, ale widząc jak od razu chętniej idę z psem na spacer stwierdziła, że miałam dobry pomysł (phi, zawsze takie mam xD). Mam parę zdjęć, filmików, ale to nie w tej notce, a może w następnej? Albo dodam tu zdjęcia później i poinformuje was o tym? Niee wieem xd. Zobaczy się jak to będzie i ile czasu mi zleci na dodanie tych zdjęć chociażby na kompa. Well...
    W zoologu wypatrzyłam ładne rybki. Takie zielone brzanki. Mamie też się spodobały, więc w dniu dzisiejszym w naszym akwarium pływają sobie 2 brzanki z nieśmiertelnym glonojadem (mama go tak nazwała, bo jak na wszystkie nasze rybki on żyje najdłużej...).
    Koniec roku szkolnego... Upał, ponad 34 stopnie, a my na słońcu, o 11:00 siedzimy na boisku. Myślałam, że tam zejdę... Oczywiście rozdanie świadectw (nie wiem, czy chcę się tym chwalić XD) i, jak w zeszłym roku, zrobiłyśmy dobry uczynek. W pewnym sensie. No bo to było tak, że jak już chciałyśmy iść do domu, to pani zapytała nas, czy nie mogłybyśmy przynieść parę krzeseł z boiska, bo dużo osób poszło bez tego. Więc łaziłyśmy w tą i z powrotem z dwa razy i dopiero poszłyśmy do domu. Jak w zeszłym roku biegałyśmy za Magdą tak w tym z krzesłami... Suuper. Potem, jak w zeszłym roku, również, poszłyśmy na lody, tym razem też z Karmel. Spędziłyśmy razem z godzinę i się rozeszłyśmy. Na całe 2 miesiące. No, oczywiście, że się spotykamy, oczywiście, ale to nie to samo co w roku szkolnym gdzie widziałyśmy się niemal codziennie.
    A w grudniu Czaja mnie do kina zabiera *.*. Zgadnijcie na co! :3 Hobbita xd. Taak, to jest oczywiste, że wtedy wychodzi, więc na co innego by miała? Obiecała mi to już w roku szkolnym, ale teraz jest to potwierdzone. Jezuuu, jaką mam podnietę xD.
    Tak myślę, czy jest jeszcze coś takiego, co mogłabym powiedzieć. W sumie tyle się zdarzyło mniej lub bardziej ważnych rzeczy... Więcej mniej, więc... Cóż, poczekam na zdjęcia i na pewno coś tutaj dopiszę. Prawdopodobnie. A na teraz to tyle, dzisiaj wieczorem będą zdjęcia, wiec czekajcie, a jutro albo nowa notka, albo dopowiedzenie do tej.
 Cya :D.
   

niedziela, 18 maja 2014

Wycieczka.

    Cóż, chyba trochę zaniedbałam bloga, co nie? Postaram się to naprawić, ale nie teraz, gdyż zbliża się koniec roku szkolnego i nie mam kiedy pisać. A szkoda.
     Jutro jadę na wycieczkę, z czego mam nadzieję, będą zdjęcia. Nie obiecuję, że będzie ich dużo, no bo jadę się bawić, a nie pstrykać fotki, ale może w czasie wolnym?
     Muszę tylko uważać na to, bym wróciła. Jeżeli nie wiecie o co chodzi, wytłumaczę wam potem.
     Ogólnie to łapię wakacyjnego lenia. Ostatnimi czasy coraz rzadziej robię zadania domowe. Nie no, może nie do końca dobrze to powiedziałam. Zacznę od nowa - coraz rzadziej robię dobrze zadania domowe, coraz rzadziej oddaję prace na plastykę. Wakacyjny leń... Nie znoszę go. To już właściwie koniec roku szkolnego, mogłabym się postarać, ale nie, mój leń wygrywa, bierze górę! Grrr...
     Przygotowania do wycieczki idą coraz lepiej, aczkolwiek nie mają końca mimo późnej godziny. Jak znalazłam czas by coś napisać? Sama w sumie nie wiem, tak jakoś zrobiłam przerwę no i ta przerwa się tak jakby ciągnie i ciągnie. Niedługo mama przyjdzie z pracy, to mi jako tako pomoże, choć miała to zrobić rano, a teraz mi się nie chce...
     Jutro pobudka o 7:00. Znów. Nie chce mi się, mimo iż czekałam na tą chwilę całe moje życie. Dlaczego? To też poniżej. Przeraża mnie fakt, że nadal nie mam nic na komary, kleszcze, a strzelam, że robactwa będzie tam pełno, przecież toż to Brzednia, to środek lasu! Jak na złość nie mogę znaleźć żadnej strony, którą mogę wam podrzucić, ale myślę, że jesteście bystrzy i sobie znajdziecie. Chyba.
      Czekają mnie tam dwa dni i jedna noc. Jak ja to przeżyję? Szczególnie mając na karku Karmel i chłopaków? Wszyscy 'grozili' mi wrzuceniem do błota, jeziora, podrzuceniu zwłok. Wytłumaczcie mi, jak ja mam być zdrowa psychicznie w takim towarzystwie? Nie da się, oj nie da.
      Ogólnie to nie mogę się doczekać tej wycieczki również dlatego, że to będzie moja pierwsza wycieczka kilkudniowa. Nigdy nie jeździłam, bo miałam (w sumie dalej mam...) chorobę lokomocyjną. Niby powinna zniknąć w wieku 13 lat. Mam prawie 14... Dziękuję... Jeżeli mi nie minie, to ja nie wiem, czy to nie będzie pierwsza i ostatnia kilkudniowa wycieczka... Nie chcę się męczyć... A tu chciałam jechać no bo... no bo tak.
       A wy gdzieś jedziecie/jechaliście? Możecie się pochwalić, może skorzystamy za rok (proszę, niech to będzie blisko...). A ja? Ja idę się szykować dalej. 3-majcie kciuki bym dojechała... W całości i ... No i wiecie...

Następna notka prawdopodobnie w następny weekend. Może.

wtorek, 22 kwietnia 2014

"Wy barany!"

    Jest wiosna, ciepło, 20+ stopni. Dzieci bawią się na placu, bo przecież do tego służy. Ale... Czy jest on dla wszystkich dzieci?
    Ano właśnie, o tym chciałam dzisiaj napisać. Otóż, jak pewnie wiecie w świetle prawa do 18 roku życia, aż do osiągnięcia umownej pełnoletności, jesteśmy dziećmi, czyż nie? No właśnie, ale nie wszyscy to widzą. Do czego zmierzam? Już opowiadam...
    Była to niedziela, pierwszy dzień świąt. Razem z kolegami byłam na placu. Cały dzień nikt nas się nie czepiał. Aż do pewnego momentu...
     Huśtałam spokojnie Natalię, na przemian z drugą. Kuba i Krystian o czymś gadali. Niby wieczór jak co dzień. Nic bardziej mylnego... Podczas któregoś pchnięcia huśtawki za mną rozległ się krzyk...
    - Już mi wyłazić z tego placu, wy barany jedne!
     Wszyscy odwróciliśmy głowy w stronę krzyku (przez co o mało nie dostałam huśtawką, ale Natalia ją zatrzymała chcąc lepiej widzieć).
     - Już, na co czekacie?! Ty tym bardziej! - skierował wzrok na Natalię, która w sumie dalej siedziała na huśtawce. - Barany jedne... Plac zabaw jest dla małych dzieci! Nie dla was, staruchy! (nie jestem pewna czy dobrze zacytowałam, ale uznajmy że tak).
      - Przepraszam? - spytałam cicho tak, że nie usłyszał, ale pewnie widział ruch moich warg bo zaczął się wydzierać jeszcze głośniej.
     - No dalej, na co czekacie?! Plac jest dla małych dzieci, nie dla was!
     - Prze pana... - zaczął Kuba podchodząc do ogrodzenia, na co ten jeszcze bardziej się zdenerwował. - Prze pana no bo ja... - zaciął się na moment bo ten zrobił parę kroków w naszą stronę. - Bo widzi pan, ja jeszcze chodzę do szóstej klasy.
     Widać było że ledwo nad sobą panuje - oczywiście ten gościu. Podszedł jeszcze bliżej jakby chciał mu dołożyć, a potem klnąc pod nosem i dalej wyzywając nas od baranów poszedł dalej. Natalia zawołała babcię i odczepił się na dobre. Jeszcze na ostatku dodałam:
     - Mamy prawo tu być, jełopie - przez co potem długo, a długo się ze mnie ryli. Nie wiem czy do dzisiaj się z tego nie śmieją.
     A wy co o tym sądzicie? Dodam jeszcze, że na znaku zasad nie było ograniczenia wiekowego, a w dzień po ślizgawce chodził dorosły z piłką i odbijał ją (dodam, że dziecko płakało akurat siedząc na trawie...), a to nam się oberwało. Dzięki...
     Żeby nie było tak ponuro, dam jakieś fotki, czy cuś...





wtorek, 1 kwietnia 2014

Prima Aprilis, uważaj, bo się pomylisz.

    Co mogę rzec? W sumie nie wyjadę wam z tekstem "usuwam bloga" itp, bo według mnie to jest bezsensu. Każdy widzi, że jest 1 kwietnia, prawda? I... No ten, więc ten temat sobie odpuścimy i pójdziemy dalej ;3.

    Nie było filmiku z Czają, bo nie miałam kiedy zmontować XD. Cóż, zrobię to jutro, bądź w czwartek, mam dużo czasu. Mam też zaległe zdjęcia z zoo, które też wstawię. Coś jeszcze mam zaległe? Cóż, chyba nie.

      Dzisiaj prima aprilis... Czy wasi nauczyciele coś wymyślili? A może to wy nabraliście nauczycieli? U nas było to tak;
    Dzień jak co dzień. No, może oprócz tego, że wszyscy wykrzykują "Prima Aprilis!" po prawie każdym zdaniu. Mnie w sumie dzień ten nieco nudzi, bo wszyscy wymyślają ciągle jedne i te same żarty "Masz coś na bluzce. Nie, ale serio.", "Tyy! Za tobą jest pająk!", "A wiesz mamo, bo ja dostałam jedynkę z biologii...", "Ale ty wiesz, że dzisiaj test, prawda?" Itp. Wiem, niektórzy są kreatywni, wymyślają coś nowego, za co szacun, bo mało takich osób. Ja nie żartuję często, bo zawsze szukam pomysłów, jakie się nie zdarzyły. Ostatecznie mówię coś w stylu: "A wiesz, że na Biologii będzie kartkówka? Pani o 20:00 napisała w librusie!". 
      Ale dobra, chciałam powiedzieć jak to było w szkole, a napisałam... No to... Dobra, nieważne, poprawię się, obiecuję xD. 
     Na polskim nic się nie działo. Cóż. Oprócz tego, że dużo osób robiło sobie czapki z papieru (jak nie zapomnę opiszę to na końcu notki, no i jak zdążę, bo mam pół godziny, a potem chcę coś jeszcze sprawdzić na szkolnej stronie internetowej ;3). Ja pożyczyłam od Czai. Ale do rzeczy. Na polskim nic, na chemii... Sprawdzian >.<. Niby zapowiedziany, ale w librusie go nie było. Biologia... Tylko wykończyliśmy psychicznie nauczycielkę, więc lecimy dalej... No i dotarliśmy do historii xD.
      Na początku nudy, pani opowiadała o referatach, kazała otworzyć podręcznik... No i wchodzą dwie dziewczyny z drugiej klasy. Nie wiem co miały na tacy, ale wyglądało to jak jakiś krem podobny do nutelli. Pani grzecznie odmówiła, a my wszyscy: "No, ale proszę pani! Mogła pani wziąć, a potem się z nami podzielić!", na co pani, "Co, chcecie jeść wszyscy z jednej łyżeczki?", na co ja, "No, a nie? Za panią jest zlew, można umyć :D". Jednak nikt tego nie usłyszał, bo wszyscy się przekrzykiwali. I nagle wchodzi dyrektor. Chciał nam zrobić zdjęcia w czapkach. No to zrobił, poszedł (tak, i to chcę sprawdzić XD). No i tak... W połowie lekcji wszyscy się odwracają... No, na początku tylko niektórzy, zaczęli chichotać... Patrzymy wszyscy... A tam nasz kolega w chustce na głowie, w okularach na nosie i czapeczce urodzinowej na ustach. Normalnie.. Myślałam, że padnie. A potem w takim wyglądzie udawał starą babcię z zakupami. No to pani mu poradziła jakby mógł założyć chustę, ażeby wyglądał bardziej jak starsza pani. To on zmienił chustę, zostawił okulary i zdjął czapeczkę. Wziął swoją torbę, wziął picie jako laskę i zaczął chodzić po całej klasie xD. Beka xD. 
       No i na tym śmieszność dnia się skończyła, ponieważ po historii była geografia, a pan od geografii zawsze jest poważny. Dobra, nie zawsze, ale często. 
       Potem poszłam do biblioteki, wypożyczyć lekturę. "Kamizelkę". Ciekawe, pani z biblioteki i jakieś dziewczyny które jej pomagały opowiadały o niej dużo, ale nie za dużo bym to przeczytała :D. Mówiły że ciekawe i polecają. Więc to sprawdzę. Pewnie przeczytam to w jakieś 5 min, bo to ma jakieś... 6 stron bodajże. I dobrze! xD
     A o co chodziło z czapkami? Każdy na Prima Aprilis miał założyć czapkę, żebyśmy nie byli pytani. Jeżeli chociaż jedna osoba z klasy nie miała czapki, to byliśmy pytani. Dlatego połowa z nas robiła na lekcji. Ja miałam od Czai, taka.. Moro :D.


A to bonus XD. Tego szukałam. No dobra, kto mnie wypatrzy? A ten ostatni z rzędu po lewej... O nim mówiłam. Dobra, w każdym razie, nie wiem czy powinnam dawać, ale już niech będzie xD. Więc co, do zobaczenia następnym razem, ciao. XD

poniedziałek, 24 marca 2014

Nowości, zmiany, itp.

   Dawno nie pisałam, więc trzeba coś naskrobać. A więc zacznijmy od początku (chodź nie pamiętam co kiedy i w jakiej kolejności dokładnie się działo, ale to się wytnie... Widzicie jaką ja mam sklerozę? XD)

 1. Hm. No więc... Hm. Serio nie pamiętam :c. Idę po kalendarz. Sorry jeszcze raz jak o czymś zapomnę i w ogóle xd.
Dzień kobiet. Może powiem od razu. Mieliśmy iść dwa tygodnie temu - pozajmowane. Tydzień temu nie, bo rekolekcje... I poszliśmy dzisiaj. Dopiero. Ale zawsze coś.
 Najpierw był bowling. W pierwszej rundzie wygrałam, w drugiej miałam 2 miejsce :D. Yeey xD.
   Potem do Mac'a. Jadłam loda chyba najdłużej z klasy. No co, rozkoszowałam się :c. Dobrze, że wafelka nie dali, bo bym chyba wieki jadła xD.
    No i ogólnie z dnia kobiet to tyle, dzięki za uwagę xd.

No i kupiłam sobie książkęę xD. Jaką? Hobbita. Chciałam Władcy Pierścieni, ale potem uznałam, że w sumie Hobbit był pierwszy, więc wypada najpierw kupić to, by się ogarnąć z drugą książką. Ostatnio wyczaiłam ją w bibliotece i chyba 10 minut ryłam się z tekstu: "utopił się na śmierć" xDDD.
    Ogólnie to mam focha na panią od religii. Mówiłam uczynki miłosierdzia względem duszy. No i ładnie powiedziałam pierwsze, potem połykałam ślinę. Ledwo ją połknęłam, chciałam powiedzieć dalej, to ta mi podpowiedziała, chyba myślała że nie umiem, i dostałam ocenę niżej :c. Foch :c.
   Coś jeszcze? A tak, mam dla was bonus xD.


Jak nie wejdzie to kogoś zabiję :c. No dobra, jak słyszeliście Czaja pozwoliła mi na opublikowanie tego, więc to robię. Oto co robimy w mroźny, deszczowy dzień po szkole xD. Nie no, a tak na serio sama mnie tym zdziwiła, że pisała mi po piórniku, a potem nagle mi wyleciała z jakimś opowiadaniem o Bilbie (chociaż miała o Thorinie :C). No dobra, jutro albo pojutrze ciąg dalszy. Przygotujcie się psychicznie xD.

piątek, 21 lutego 2014

Korek na schodach, weekend .

   No, nareszcie weekend, mogę napisać notkę, bo nie trzeba się na następny dzień uczyć. Chodź, w sumie, to mamy większy luz niż w podstawówce pod względem nauki xD. Dzisiaj mieliśmy kartkówkę z matmy, tak w ogóle, mam nadzieję, że poszło mi ok... Ale nie o tym dzisiaj ...

   W ogóle, to nie wiem, czy pisałam, ale w naszej klasie są nowi. Jak nie, to teraz to wiecie xd. W każdym razie chciałam napisać o korku na schodach. Nie wiem jak powstał, dlaczego powstał, ale wiem, że był prawie całą długą przerwę. Na schodach na 1 piętro, przy wystawie, na schodach do piwnicy i do drzwi na boisko, wszędzie uczniowie. My z Czają i Darią krążyłyśmy bez celu. Zero przejścia, nie można się przecisnąć. I zaczęła nas wyganiać nauczycielka od religii. Gdyby Czaja jej nie powiedziała, to nie wiem, czy zauważyłaby korek, który był.. No, prawie przed jej nosem. Nie żeby coś. Zaczęła się przepychać, wyganiać. Muszę popytać kogoś, czy wie o co chodzi z tym korkiem xd.
  Weekend! Kocham, kocham, kocham weekend! xD Przynajmniej się wyśpię, bo wczoraj wstałam tak niewyspana... Dzisiaj to już w ogóle, usypiałam na pierwszej lekcji! Masakra... Ale dobra, to była taka krótsza notka, żeby nie było, że piszę raz na ruski rok. Więc co, ja się żegnam :3. A i miło by było, jakbym dostała jakiegoś komentarza, czy coś, chodź się nie narzucam :3.

wtorek, 18 lutego 2014

I po feriach... Chubby bunny.

   Tak, właśnie w poniedziałek skończyły mi się ferie. Cóż za pech... Spędziłam je właściwie się nudząc, a czasem wychodząc z przyjaciółkami itp. W każdym razie nie uważam je za "super" ferie.
    Wczoraj była u mnie Karmel. Namawiała mnie w szkole na zrobienie "Chubby bunny". Ja na początku nie chciałam, nie byłam przygotowana, ale się zgodziłam, bo mogło być śmiesznie. No to dam wam filmik, a potem opowiem coś zza kulis?

Kanał Karmel (żeby nie było, że nie daję... xD): http://www.youtube.com/channel/UCrWM2zgtjqXnS4gfILqhd3Q No, i niech się kobita cieszy :D

   No to może coś zza kulis. Gdy poszłyśmy do sklepu, oczywiście nie było prawie żadnych pianek. Oprócz jednego opakowania, więc miałyśmy tylko jedną próbę, a robiłyśmy to na ślepo, na spontana, że tak powiem. No i dlatego nie byłyśmy do końca przygotowane i... No i zakończyłyśmy nasz.. "pokaz" po 6 piankach. Ja zakończyłabym na 7, ale tak się zaczęłam na końcu ryć, że musiałam pobiec za Karmel. Hmmm, nie zaczęłam nawet pisać o przygotowaniach, a już doszłam prawie do końca... Więc wróćmy do tego, że kupiłyśmy jedną paczkę i poszłyśmy do mnie. Otworzyłyśmy pianki, nalałyśmy sobie picia, przygotowałyśmy talerze, telefon, tablet (tablet, bo na telefonie nie widziałam co się nagrywa, więc w razie czego miałyśmy też nagranie z tabletu). No i po ustawieniu wieżyczki kaset, po spadnięciu figurki wprost w moje pianki i pendrive'a prawie w moje picie (definitywnie miałam pecha...) zaczęłyśmy nagrywać. Oczywiście Karmel musiała wtrącić początek po włosku, ale to jej wybaczam :3. Jak już pisałam wyżej zjadłyśmy 6 pianek (ja prawie siedem..) i... Najpierw pobiegła Karmel. W sumie dobrze, że za nią pobiegłam, bo nie przygotowałam siatek, ani niczego, by to wypluć w razie jakby co i biedna krążyła po kuchni szukając czegoś, w co mogłaby to wypluć. Sięgnęłam szybko jakieś siatki... No i potem to wyplułyśmy. Wyrzuciłyśmy co trzeba i zaczęłyśmy się ryć. Przyszła moja mama, ja umyłam ręce i usta, a potem wrzuciłam ręcznik w psią karmę. Konkretnie w minucie... 2:57 tak jakoś. I mama się na mnie wydarła xD. A potem wróciłyśmy, pożegnałyśmy się i... Teraz próbuje mnie namówić na cynamon challenge xD. Boję się, trzymajcie za mnie kciuki. A i planujemy vlogi. Więc będę mieć bloga i vlogi. Może. Zależy. Nie wiadomo xd. Dobra... To ja się żegnam, poczekam na coś godnego opisania i pojawi się post. Więc... Ciao. 
PS. Wpadłam na pomysł by dać wam moje 3 najnowsze rysunki (aktualnie mam już 3 zaczęte projekty :3) które pozwolę wam ocenić. Oby nie jakoś strasznie, a miło ;3.

Same chrapy, ale co tam. Bardzo mi się to podoba. Mimo, iż same chrapy, to... Ładne.


Horseland. Wszystkie konie. Kiedyś lubiłam łączyć je w pary według mojego widzi-mi-się. No i to są efekty. Niestety, koni jest 7, więc jeden musi być sam....


I mój źrebak appaloosa. Podoba mi się pyszczek i grzywa, reszta... Nie zbyt, ale jak na mnie to ładnie xD. No dobra, to teraz - addio xD